Szybkie czytanie – czy to ma sens?

Spośród popularnych i chwalonych technik szybkiego zapamiętywania i uczenia się jedną z najmocniejszych pozycji wyrobiło sobie szybkie czytanie. W Polsce moda na nie dała o sobie znać w latach 90., gdy młodzież szkolną oraz studentów zaczęto kusić perspektywą nabycia wyjątkowych umiejętności. Dzięki szybkiemu czytaniu człowiek ma dosłownie pochłaniać treści, pokonując kolejne strony książek praktycznie w ciągu sekund. Brzmi wspaniale, pojawiają się jednak całkiem naturalne wątpliwości. Czy faktycznie jest możliwe, aby w ciągu krótkiej chwili przyswoić czasami skomplikowany tekst? Czy można go przy tym zrozumieć, umieć zinterpretować i wyciągnąć wnioski? Niektórzy badacze mają sceptyczne zdanie, ale inni są entuzjastami całej idei.

Celem treningu szybkiego czytania jest wyrobienie w sobie nowych odruchów, które w przypadku konwencjonalnego „konsumowania” tekstu pisanego są wykorzystywane tylko częściowo. Przede wszystkim chodzi tu o skupianie się na istocie danego tekstu, odczytywanego w konkretnym momencie. Zwolennicy tej techniki przekonują, że gdy czytamy nasza uwaga potrafi się rozbiegać i zajmować innymi fragmentami, choć wydaje się, iż w danym momencie czytana jest konkretna partia słów. Powoduje to, że pomimo wolnego tempa i pozornego skupienia wcale nie chłoniemy tego, co powinniśmy. Przy szybkim czytaniu nasz wzrok miałby się skupiać na tekście, a mózg nie miałby czasu, aby rozproszyć się sporą ilością liter na kartce. Zgodnie z tą filozofią dynamiczne tempo czytania miałoby sprzyjać zarówno zapamiętaniu, jak i zrozumieniu treści.